23 grudnia 2025

Zgadnij kto

Zrzutka Haywardów
Źródło: https://polona2.pl/item/pieniadze-srebrne-i-miedziane,ODEwMDUyOQ/0/#info:metadata
Jedną z zalet mojej pracy zawodowej jest to, że wpadają mi w ręce książki, których normalnie nie szukałabym na półkach bibliotecznych. I ponieważ zawodowo powinnam wiedzieć (przynajmniej mniej więcej) o czym jest dana książka, zdarza się, że (zawodowo) muszę przeczytać kilka stron, by dowiedzieć się o co w niej chodzi, bo czasem opis okładkowy po prostu mi nie wystarcza. I w niektórych przypadkach te kilka stron budzi moją ciekawość do tego stopnia, że (już prywatnie) czytam całość. Czasem trafia mi się perełka, czasem nie… „Zrzutki Haywardów”, debiutu powieściowego Janice Hallet, nie zaklasyfikowałabym do żadnej z tych kategorii. Bo chociaż najpierw byłam przekonana, że trzymam w rękach perłę, później okazało się, że jest ona sztuczna. Tym niemniej czasu z nią spędzonego absolutnie nie zaliczę do straconych i będę czekać na kolejne powieści Hallet. Oto dlaczego...

Najpierw zarys fabuły.
Angielskie miasteczko. W nim poważana rodzina Haywardów - Martin i Helen oraz ich dorosłe już dzieci ze swoimi rodzinami - syn James z żoną Olivią i córka Paige z mężem Glenem Reswickiem i dwuletnią córeczką Poppy. Haywardowie prowadzą klub i są inicjatorami lokalnej grupy teatralnej, do której należą inni bohaterowie powieści. W czasie rozgrywania się akcji przygotowują przedstawienie „Wszyscy moi synowie”. Ale osią fabuły jest zupełnie inne wydarzenie, a mianowicie zdiagnozowanie u małej Poppy nowotworu i próby zebrania olbrzymich środków finansowych na pozyskanie z USA nowego leku. Stąd słowo „zrzutka” w tytule. Angażują się w nią nie tylko Haywardowie, ale może nawet przede wszystkim ich „przyjaciele” (cudzysłów zamierzony) z zespołu teatralnego The Fairway Players - ludzie w różnym wieku i z różnych środowisk. Jednak wokół zrzutki zaczynają narastać wątpliwości, a Martin Hayward nie potrafi powiedzieć, ile pieniędzy zostało pozyskanych w rozmaitych akcjach i kampaniach…
Wszyscy dobrze wiemy, że pieniądze kuszą. A duże pieniądze kuszą nawet bardziej, są w stanie popchnąć nie tylko do malwersacji i kradzieży, ale też do zabójstwa. Czy popchnęły? I kogo?

Teraz słowo o formie.
„Zrzutka Haywardów” to powieść w większości skonstruowana z e-maili, w których Haywardowie i członkowie The Fairway Players opisują bieżące wydarzenia. Co ważne - robią to ze swojego punktu widzenia, nie wahając się komentować i oceniać tego, co się dzieje. Czytelnik musi więc być gotowy na to, że autorka oczekuje od niego pewnej samodzielności w złożeniu wszystkiego w całość, na przykład w przypadku, gdy niektóre e-maile ułożone są niechronologicznie (zdarza się to rzadko, ale jednak). W dodatku trzeba być wyczulonym na nieścisłości i tropić kłamstwa, bo jest ich tu bardzo dużo. Niektóre są niezamierzone, inne jak najbardziej celowe. Trzeba odsiać ziarno od plew, a jest to główne zadanie dwojga studentów prawa odbywających staż w kancelarii Tanner & Dewey. I przy okazji czytelnika.
A to dlatego, że - jak głosi okładka - te wiadomości złożą się na historię zabójstwa. I jedne z nich pisze jego sprawca. „Czy odkryjesz, kto zabił?” pyta wydawca.

Pora na moją refleksję o powieści.
To, co sprawiło, że perła okazała się fałszywa, to fakt, że nie byłam w stanie odpowiedzieć na to pytanie. I to wcale nie dlatego, że nie próbowałam. Nawiasem mówiąc, jeśli komukolwiek z was udało się wydedukować kto jest mordercą, to koniecznie dajcie mi znać! Na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że w przypadku powieści liczącej sobie 523 strony, informacja o tym, kto jest ofiarą pojawia się na 381. Więc przez niemal ⅘ książki każdy mógł zabić każdego, podejrzani byli absolutnie wszyscy, ale w tym gąszczu łatwo było przeoczyć istotny szczegół, bo czytelnik poruszał się po omacku. Ponieważ w każdym, absolutnie każdym śledztwie wychodzi się od ofiary. Jak się okazuje - nie bez powodu.

Drugim minusem było ujawnienie pewnych faktów dopiero pod koniec opowieści, w dodatku na zasadzie deus ex machina - młodych stażystów informuje o nich właściciel kancelarii. Fakty te są istotne, a nie można ich było zawrzeć we wcześniejszych e-mailach. Stąd pojawiło się we mnie pytanie: po co ktoś (autorka? wydawca?) zaprasza mnie do zabawy w zgadywanie już na okładce, skoro zgadnąć mogę w zasadzie jedynie pod sam koniec? Poczułam się ciut oszukana i zdegustowana. I właśnie wtedy przestałam się bawić i już bez osobistego zaangażowania dokończyłam „Zrzutkę Haywardów” i dowiedziałam się, kto zabił.

Gdyby nie ten, dość w moim mniemaniu tani, chwyt marketingowy, powieść Hallet oceniałabym stosunkowo wysoko. Ma ciekawą fabułę i nowatorską formę, angażuje czytelnika nie tylko śledzeniem malwersacji finansowych i zabójstwa, ale i odmalowuje w szczegółach ludzkie charaktery i misterną siatkę wzajemnych powiązań. Pod tym względem „Zrzutka Haywardów” przypominała mi nieco inną angielską powieść - „Trafny wybór” J. K. Rowling. Dlatego czekam na następne powieści Hallet. Proszę jednak, chociaż wciąż nie wiem kogo (autorkę czy wydawcę? kto chciał mnie wciągnąć w zgadywankę oszukując mnie, że mam wszelkie dane niezbędne do udzielenia odpowiedzi?), aby następnym razem grał uczciwie.
Mg

Chcecie wypożyczyć? Sprawdźcie dostępność w KBP.
Źródło: https://www.znak.com.pl/p/zrzutka-haywardow-janice-hallett-244046
Hallett, Janice: Zrzutka Haywardów. - Kraków : Wydawnictwo Znak, 2025.

25 listopada 2025

Najpierw spektakl, potem książka?

Skóra po dziadku
Źródło: https://polona2.pl/item/portret-mezczyzny-i-dwoch-malych-chlopcow-w-mundurach-strazackich,MTA3NzA0MTg4/0/#info:metadata
Co prawda jestem zdecydowanie zwolennikiem kolejności „najpierw książka, później film”, jednak zdarzają się i w moim życiu przypadki, w których tekst przychodzi do mnie po raz pierwszy w innej niż drukowana formie. Tak było ze „Skórą po dziadku” Mateusza Pakuły, którą zobaczyłam na deskach Teatru im. Żeromskiego w Kielcach.
Zobaczyłam, przeżyłam, a potem pobiegłam po jej drukowaną wersję, chyba dlatego, że obcowania ze „Skórą…” tylko jeden raz było mi po prostu za mało!

30 września 2025

A mnie nie zachwyca

Obiekty głębokiego nieba
Źródło: https://polona.pl/item-view/de6dcf37-71b4-41bc-9ba8-570f98acbd8a?page=0
Czy ktoś mi dał prawo do oceny? Jeśli odpowiem, że nikt, ergo nie powinnam oceniać, będę jak gombrowiczowski Bladaczka, który oparł się zawodowo (i zapewne również prywatnie) na fundamencie, że Słowacki wielkim poetą był.
Ale ja odpowiem, że sama sobie dałam to prawo, bo jestem literackim Gałkiewiczem, który burzy fundament swoim „jak zachwyca, jeśli nie zachwyca.”
I tym razem nie chodzi mi w ogóle o Słowackiego, ale o najnowszego Małeckiego. „Obiekty głębokiego nieba” w mojej subiektywnej ocenie nie zachwycają…

24 czerwca 2025

(Nie)winna

Bardzo spokojna okolica. Zbrodnia w Teksasie
Źródło: https://polona2.pl/item/balladyna-j-slowackiego,ODQzMjk2MjY/0/#info:metadata
Kiedy byłam młodsza wydawało mi się, że już do końca życia będę czytać fantastykę i kryminały, przeplatane od czasu do czasu literaturą obyczajową. Jakże się myliłam! Z wiekiem nabrałam bowiem głębokiego przekonania, że rzeczywistość bywa bardziej fantastyczna i kryminalna niż fikcja, i już od jakiegoś czasu gustuję w reportażach i literaturze faktu. Rzadko je jednak recenzuję, ale dla tego tytułu postanowiłam zrobić wyjątek. A to dlatego, że gdyby nie fakt, że wydało go w Serii Amerykańskiej Wydawnictwo Czarne - w innej szacie graficznej mógłby uchodzić za genialny kryminał. Z genialnie zarysowanymi bohaterami, tłem obyczajowym, świetnie rozpisanymi dialogami stanowi zapadające w pamięć studium zła. Tym bardziej przerażające, że prawdziwe.

15 kwietnia 2025

Pod kluczem*

Konklawe
Źródło: https://polona2.pl/item/stolica-apostolska-i-ojciec-swiety-leon-xiii-ty-z-dodaniem-modlitw-przez-niego-odpustami,ODk3NDQ5OTY/4/#info:metadata
To zdecydowanie nie jest książka dla każdego, choć nakręcony na jej podstawie w 2024 roku film zapewnił jej rozgłos. Chyba nawet w moje ręce trafiła właśnie dzięki jego reklamom, jakimi byłam bombardowana w Internecie.
Nigdy wcześniej jej autor - Robert Harris (autor m.in. „Vaterlandu”, „Enigmy”, „Autora widmo”) nie pojawił się w orbicie moich literackich zainteresowań. Nie przewiduję też, żeby po lekturze „Konklawe” zajął w niej stałe miejsce. Moja znajomość z nim ma wszelkie cechy jednorazowej przygody. Ale przygody, którą będę wspominać jako miłą, ba, może nawet wyjątkową. A to dlatego, że zapytana tuż po skończeniu powieści „I jak ta książka?” odpowiedziałam bez wahania „Nudna”. Co jednak zupełnie nie przeszkodziło mi pochłonąć jej w jeden weekend, wykorzystując każdą wolną chwilę na to, by dowiedzieć się jaki był wynik kolejnego głosowania kolegium kardynałów wybierających nowego papieża. Czy powieść może być jednocześnie nudna i wciągająca? Otóż może. „Konklawe” Roberta Harrisa dowodem.

6 lutego 2025

Jak w horoskopie

Znaki zodiaku
Źródło: https://polona2.pl/item/horoskopy-przepowiednie-urodzonych-pod-12-ma-znakami-zodjaku-ich-charakter,MTQwODUxNjM/0/#info:metadata
Po świetnych „Taśmach rodzinnych” (o których możecie przeczytać TUTAJ), bardzo dobrej „Książce o przyjaźni” przyszły „Znaki zodiaku”, trzecia powieść Macieja Marcisza z 2024 roku, po którą sięgnęłam z pewnością, że oto po raz kolejny dostanę jakże trafny, słodko-gorzki obraz pokolenia, z którym się identyfikuję. Na próżno jednak szukałam w „Znakach...” czegoś, co by mnie poruszyło albo zastanowiło, co by mi powiedziało coś o mnie samej, pokazało kim jestem, skąd przychodzę albo dokąd zmierzam.
I gdybym miała spuentować moją lekturę najnowszej książki Marcisz, powiedziałabym, że było z nią jak z horoskopami. Też człowiek czyta, bo chce wiedzieć, jak ma żyć. I też zamiast jakiegoś, choćby tylko przelotnego dotknięcia Istoty rzeczy, dostaje banały w stylu: Rozwiązanie twojego problemu jest na wyciągnięcie ręki, Możesz z rozmachem planować dalsze działania, Będziesz miał więcej czasu dla siebie (są to autentyczne banały, nie wymyśliłam ich).

30 grudnia 2024

To ostatni post...

Łyżeczka
Źródło: https://polona2.pl/item/kobieta,NzU1MTkzNzg/0/#info:metadata
Zaszło nieporozumienie. Zostałam wprowadzona w błąd. Okładką. Tytułem. Pierwszym zdaniem. Myślałam, że dostaję mocną powieść psychologiczną. Co dostałam? Coś zupełnie nie dla mnie, jakąś opowieść o życiu, o relacji matka-córka i wielu innych relacjach, narrację pierwszoosobową, która według mnie utrzymana była w konwencji „kochany pamiętniku, piszę do ciebie...” i być może miała zostać przełamana regularnymi zwrotami do czytelnika - „czy sądzicie?”, „co myślicie?”, „jak uważacie?”, których cel pozostał dla mnie ukryty. Może miały mnie rozbawić? Jeśli tak, to nie wyszło. Lektura „Łyżeczki” Izabeli Szylko przyniosła mi głównie irytację, poczucie straconego czasu ale i jedno bardzo mocne postanowienie - to jest ostatni post, jaki piszę o takiej książce. Następnych nie będzie.

28 listopada 2024

Ja wiedziałam, że tak będzie...

Utonęła
Źródło: https://polona2.pl/item/matka-boza-ratuje-tonaca-kobiete,MjQ2MzgwNjI/0/#info:metadata
Zapewne niektórzy czytelnicy Wypożyczonego bloga już się zorientowali, że moje czytelnicze wybory są w pewien sposób określone. Kryminał, thriller, powieść psychologiczna, czasem reportaż, niekiedy fantastyka, prawie nigdy powieści obyczajowe, takoż historyczne, nigdy romanse. Chyba wszyscy tak mają... inaczej po prostu człowiek musiałby rzucić pracę, nie angażować się w związki, liczyć na to, że śmieci same zaczną się wynosić. Wtedy mógłby spać, jeść i czytać wszystko co mu wpadnie w ręce. No ale nie może, więc musi zawęzić kryteria wyszukiwania. Z jednej strony jest to rozwiązanie znacznie ułatwiające życie, z drugiej... no właśnie. Ryzykujemy, że dany gatunek nas po prostu znudzi. Co stało się moim doświadczeniem po przeczytaniu powieści Therese Bohman „Utonęła”.

17 października 2024

Do góry nogami

W mojej rodzinie każdy kogoś zabił
Źródło: https://polona2.pl/item/para-z-trojka-dzieci,MTM2MjU1MDI/0/#info:metadata
Jeśli po jakimś czasie sięgania po powieści kryminalne stwierdzicie, że w zasadzie żadna następna książka z tego gatunku niczym was już nie zaskoczy - to jesteście w błędzie! Zaskoczy! Tylko musi być napisana na opak, „do góry nogami”. Jednym słowem, musi być napisana przez Australijczyka. Jednym słowem, musi to być „W mojej rodzinie każdy kogoś zabił” Benjamina Stevensona.

25 września 2024

Jacy jesteśmy?

Wcale nie jestem taka
Źródło: https://polona.pl/item-view/cdeac1e3-9a61-4266-ac08-f8c1b866a8a8?page=0
Jest coś takiego w literaturze skandynawskiej, że tematycznie krąży bliżej lub dalej po orbicie motywu rodziny, można więc by jej zarzucić, no cóż, monotematyczność (z zaznaczeniem, że nie bierzemy pod uwagę literatury gatunkowej, czyli kryminałów, choć i w kryminałach skandynawskich rodzina jednak pojawia się dosyć często). A jednak monotematyczność ta przynosi wciąż nowe spojrzenia na rodzinne historie i relacje pomiędzy poszczególnymi członkami tej, jak by nie było, podstawowej komórki społecznej. O czytelniczym znużeniu tematem nie może więc być mowy, przynajmniej w moim przypadku. Po każdej powieści napisanej przez kogoś ze Skandynawii zostają we mnie okruchy obrazów, i nawet jeżeli fabuła zaciera się w pamięci, to wiem, że w „Ostatnim razie” Flatland (o którym przeczytacie tutaj) córka lekarka pomaga matce umrzeć, jednocześnie usiłując wyprostować powikłaną relację, a w „Dorosłych” (przypomnijcie sobie o nich tutaj) bohaterka spędza czas z siostrą i jej rodziną w letnim domku, zajadle kłócąc się ze wszystkimi o wszystko…

23 lipca 2024

“Wszystko przez babcię”

Koniec
Źródło: https://polona2.pl/item/babka-i-wnuczka-przy-oknie,MzkxNTM2/0/#info:metadata
Jestem głęboko przekonana, że język - słowa, którymi się operuje, składnia, rytm, decyduje o jakości literatury tyleż samo (o ile nie więcej, przynajmniej dla mnie) co opowiadana historia. Tak, tak właśnie uważam. Dajcie mi banalną historię, niech będzie o miłości, opiszcie ją przepięknie i będę zachwycona. Dajcie opowieść tak fascynującą, że z wrażenia rozwiązują się sznurowadła w trampkach i opiszcie ją siermiężnie, tak jak by to zrobił czwartoklasista w zadanym wypracowaniu na dwie strony i nie będę czytać. To znaczy być może będę, bo jestem obowiązkową czytelniczką i raczej kończę co zaczęłam, ale nie będę mieć z tego żadnej przyjemności i książkę ocenię nisko.

Kiedy więc na drugiej stronie „Końca”, debiutu Marty Hermanowicz, który zupełnie przypadkowo, a wręcz nawet niejako zawodowo wpadł mi w ręce, przeczytałam zdanie: Próbuję złożyć się w całość. Bóg mną rzucił, nie trafił do celu. Teraz trzeba się pozbierać z podłogi, wstać, otrzepać, dotrzeć gdzieś, zrobić coś, marsz, marsz Dąbrowski. - już wiedziałam, że choćby historia była kiepska, przeprowadzi mnie przez nią język autorki. Na szczęście Hermanowicz nie musiała jakoś szczególnie się opierać tylko na tej jednej nodze - języka, ale w „Końcu” mocno stała na dwóch - tej językowej i tej fabularnej…

11 czerwca 2024

Po polowaniu

Zwierzęta łowne
Źródło: https://polona2.pl/item/cuda-polskiej-przyrody-los,NzcxNDgwNDY/0/#info:metadata
Wiem dokładnie dlaczego podjęłam decyzję o nieco nadprogramowej, spontanicznej lekturze „Zwierząt łownych” Anny Mazurek (choć inne książki przed nią ustawione są od dłuższego czasu w długiej, wijącej się kolejce). Oczarował mnie fragment kończący swoisty wstęp i będący pomostem do opowiadanej przez autorkę historii: Do zwierząt łownych objętych całoroczną ochroną należą tylko łosie. Cała reszta musi sobie jakoś radzić. I oczywiście nie ujęło mnie w tym fragmencie zdanie pierwsze, że łoś jest łowny ale nie wolno go łowić. Ale to, że reszta musi sobie jakoś radzić. Przed oczami pojawiły mi się zające i sarny, i bażanty żyjące w stałym poczuciu zagrożenia, kombinujące jak tu ocalić skórę, jak uniknąć polowania, a potem następnego, a potem kolejnego… Dokładnie jak my, ludzie. Dokładnie jak bohaterowie „Zwierząt łownych”

16 kwietnia 2024

Na kacu

Tu nie ma nic
Źródło: https://polona.pl/item/alkohol-wrog-spoleczny,NzM3OTU4Mjg/4/#info:metadata
Dawno, dawno temu, jakoś tak tuż po maturze, przeczytałam „Łuk triumfalny” Remarque’a. Po tej lekturze zostało we mnie pewne dziwne zafascynowanie calvadosem, który w książce namiętnie popijają bohaterowie, którego nazwa w dodatku brzmi według mnie niezwykle światowo i wyrafinowanie, którego też nigdy w ustach nie miałam, nie mogłam się więc rozczarować zderzeniem moich wyobrażeń z rzeczywistością. Po prostu „Łuk triumfalny” przez te wszystkie lata równa się dla mnie calvados.
Niestety, to skojarzenie powieści (wielkiej niewątpliwie) z gatunkiem alkoholu nie powtórzy się w przypadku książki „Tu nie ma nic” Krystiana Janika. Bo po pierwsze - nie ma jak porównywać Janika z Remarquem, nie ta klasa, choć powieść Janika nie jest zła. Po drugie - gdybym jednak miała porównywać to musiałabym zamiast calvadosem zacząć się fascynować żołądkową gorzką…

29 grudnia 2023

Powiedz "przepraszam"

Ostatni raz
Źródło: https://polona.pl/item-view/6d73d706-4cb7-4918-8527-046191fb850d?page=0

Wy wszyscy, którzy zaglądacie na Wypożyczone, pewnie zauważyliście, że mam słabość do literatury skandynawskiej. I że wielokrotnie zachwalałam wydawaną przez Wydawnictwo Poznańskie Serię Dzieł Pisarzy Skandynawskich. W 2022 roku ukazała się w niej kolejną powieść Norweżki Helgi Flatland pt. „Ostatni raz” (wcześniej, w 2019 r. w serii ukazała się jej „Współczesna rodzina”). Przeczytałam, przemyślałam, a teraz podzielę się z Wam moją opinią i powiem, dlaczego warto sięgnąć po „Ostatni raz”.
Po prostu dlatego, że każdy się w tej powieści odnajdzie… Bo nie ma na tym bożym świecie ani jednej osoby (jestem tego pewna niemal w stu procentach!), której przynajmniej od czasu do czasu nie denerwowałaby własna matka…

31 października 2023

Manifest pokolenia?

Taśmy rodzinne
Źródło: https://polona.pl/item/krajobraz-wiejski-russische-landschaft,Nzg0NTQ1OTk/0/#info:metadata
To nie jest książka dla każdego. Ale też nie jest to powieść, że tak ją nazwę, niszowa, po którą sięgnie zaledwie garstka. Wręcz przeciwnie - odnajdzie się w niej całe pokolenie ludzi urodzonych w latach 80. i 90. XX wieku (nigdy nie wiem, czy to jest X czy Y). Czy to wystarczy, żeby „Taśmy rodzinne” Macieja Marcisza nazwać powieścią wybitną, manifestem pokolenia? Dla mnie chyba nie… Ale zdecydowanie z przeczystym sumieniem ogłoszę ją bardzo udanym debiutem… (i tak, wiem, że „Taśmy…” ukazały się w 2019 roku i że Marcisz od tego czasu napisał już kolejną powieść - „Książkę o przyjaźni”, żadne z powyższych nie zmienia faktu, że „Taśmy rodzinne” to udany debiut).

18 września 2023

Jak zabito tę powieść

Za granicą
Źródło: https://polona2.pl/item/z-nad-polskiego-morza,NzY3MjE1NzA/0/#info:metadata
Od momentu, w którym skończyłam czytać tę powieść do chwili, w której piszę te słowa - w mojej głowie przetaczała się szalona galopada myśli. Skrytykować czy nic nie napisać? Bo pochwalić nie dam rady. No dobrze, znajdę może jeden, góra dwa argumenty „za”, ale na pewno niezbyt duże i na pewno nie więcej. Krytykować co prawda lubię, ale albo autorów zagranicznych albo dawno już nieżyjących, a tu trzeba naszego rodzimego, w dodatku w sile wieku i szczycie formy (choć tego nie jestem tak do końca pewna), którego widziało się osobiście, rozmawiało, uśmiechało, żartowało. Jednym słowem - co robić, jak żyć?
Jak sami widzicie - jednak napisałam, wygrało we mnie... nie wiem co, może to, że niby dlaczego mam oszczędzić naszego rodzimego, żyjącego, w sile wieku itd., skoro mi się nie podobało. Ba! Już dawno nie czytałam książki z takim zażenowaniem i bólem zębów, z takim wstydem, z cisnącym się na usta pytaniem dlaczego ktokolwiek to napisał i wydał… Panie Chmielarzu… moim zdaniem „Za granicą” nie powinno ujrzeć światła dziennego w takiej formie, w jakiej wypuścił pan je w świat i nie rozumiem dlaczego pan to zrobił. Przepraszam. A może właśnie wcale nie.…

25 lipca 2023

Gdzie leży prawda?

Historia na śmierć i życie
Źródło: https://polona.pl/item-view/d49c92c5-23fa-4d16-beac-c078122f9189?page=0
W styczniu 1996 roku miałam prawie 14 lat. Pamiętam więc doskonale tamte czasy, a raczej moje spojrzenie na tamte czasy. Pamiętam, że wielki świat dobrobytu, znany z „Dynastii” kusił ale dla większości był wciąż jeszcze nieosiągalny. Pamiętam, że niektórzy decydowali się wejść do niego bocznymi drzwiami, ci bardziej znani z tych niektórych mieszkali w Prószkowie i Wołominie. Pamiętam, że nam, dzieciakom dorastającym na prowincji, gangsterka nie imponowała a łatwa forsa była na wiek wieków powiązana z pojęciem oszustwa, rozboju, a więc grzechu i zła. I nie było przebacz, nic nie tłumaczyło tego kto kradnie albo zastrasza, albo bije, żeby zdobyć pieniądze. Choćby nawet chciał za nie kupić lekarstwa… Pamiętam, że tamtej zimy dla pieniędzy skatowano w Warszawie młodą dziewczynę, Jolantę Brzozowską. Pamiętam, że za brutalne morderstwo skazano troje nastolatków, w tym Monikę Osińską, starszą ode mnie o 5 lat. W chwili zabójstwa Brzozowskiej Osińska miała 19 lat, w maju miała zdawać maturę, potrzebowała pieniędzy przed studniówką.

16 maja 2023

Znaleźć ścieżkę

Zguba
Źródło: https://polona2.pl/item/pocztowka-okolicznosciowa,MzYxODMyNDI/0/#info:metadata
Marianna się zgubiła… W szkole, w rodzinie, w sobie… w życiu po prostu. Więc pewnego razu wyszła z domu z nadzieją że ktoś ją znajdzie. Z tego punktu (a od zaginięcia Marianny zaczyna się „Zguba”) autorka mogła poprowadzić swoich czytelników w milion kierunków, mogła ich pokierować albo tylko delikatnie zasugerować by podążyli tu i tam. Fakt, że czułam że mam przed sobą jedynie jedną, w dodatku dość oczywistą, ścieżkę, zaważył na tym, że debiut Natalii Szostak oceniam jako bardzo dobry i niesamowicie obiecujący, ale jednak nie wybitny.

11 kwietnia 2023

Nieufność do euforii

Euforia
Źródło: https://polona.pl/item/antena-ilustrowany-tygodnik-dla-wszystkich-r-4-nr-2-10-stycznia-1937,OTI0MjY4OA/0/#info:metadata
Podchodziłam do tej książki z więcej nawet niż nieufnością. A wszystko przez podtytuł „powieść o Sylvii Plath”. Bo z Sylvią Plath mam od wielu lat (rym niezamierzony) ten sam problem co z Haliną Poświatowską. Czy czytamy je, bo naprawdę podoba nam się to co napisały, czy raczej dlatego, że są sławne, bo umarły młodo? I czy gdyby nie umarły młodo, to i tak byśmy je czytali wychwalając ich wrażliwość poetycką, czy wręcz przeciwnie - utwory żyjących pań Plath i Poświatowskiej uznalibyśmy za wtórne i niewarte uwagi? Jednym słowem, czy postrzegamy ich życie jako fascynujące, czy raczej postrzegamy ich śmierć jako fascynującą? Bo przecież ten jeden drobiazg zmienia wszystko… Wiem, że w tym momencie (choć staram się mówić jak najbardziej ogólnie) najprawdopodobniej wielu się narażam, jednak to słowo wstępne jest niezbędne dla ukazania mojego dalekiego od uwielbienia stosunku do osoby Sylvii Plath i tym samym dla ukazania pełnego obrazu mojej recepcji powieści Szwedki Elin Cullhed „Euforia”.

28 lutego 2023

Wariant Abramowskiego

Półmistrz
Źródło: https://polona.pl/item/popularny-wyklad-gry-w-szachy,OTY0NTc3NTU/0/#info:metadata
Nie jestem wytrawnym graczem w szachy ale znam podstawowe zasady i kilka terminów… Znam też kilka nazwisk i mogę się popisać w jakimś szachowym towarzystwie (nie, żebym się w takim obracała) że wiem, że Michaiła Tala nazywa się Czarodziejem z Rygi a Alechin miał na imię Aleksander. Wiem też, że latem 1939 roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej polska reprezentacja płynęła do Buenos Aires na olimpiadę szachową. Kiedy więc w ręce wpadł mi kryminał Mariusza Czubaja „Półmistrz”, którego bohaterowie płyną do Argentyny razem z szachistami i jeszcze w dodatku z Gombrowiczem (który w rzeczywistości płynął owszem, ale później i na innym statku, zresztą Czubaj wyjaśnia wszystko w posłowiu!), stwierdziłam, że ja po prostu tę książkę przeczytać muszę!